Hmmm… jak to napisać. Od Pawła się zaczęło i na Pawle się skończyło. Co?
Zabawa w ozdabianie macbooka. A dokładnie przylepianie i oblepianie w celu upiększenia. Bo takie mam wrażenie – jest ładniej.
Kiedyś – „lata” temu przeczytałem co Paweł popełnił swojemu Air’owi – dobre to i sprawiedliwe było (co więcej – „własne”). Niedawno znów się pan interiowiec przypomniał wklejając poradnik Kuby na temat Galaskinów.
To teraz już ładniej i składniej napiszę.
Nabyłem sobie ostatnimi czasy naklejkę często chwalonej kanadyjskiej firmy Gelaskin – było to o tyle łatwiejsze, że posiadają oni swoje przedstawicielstwo w Polsce w związku z czym wszystko sprowadziło się do wymiany kilku maili (zamawiałem wzór, którego nie mieli na miejscu) i kilka dni później dostałem przesyłkę.
Problemem okazał się (no ok, wiedziałem o tym oczywiście wcześniej) brak wyciętego w naklejce jabłka – sam skin nie jest przezroczysty w związku z czym, w przypadku macków, warto się trochę pomęczyć by końcowy efekt był jeszcze milszy dla oka.
Tu właśnie posłużyłem się wspomnianym poradnikiem Kuby postępując bardzo podobnie jak on (folię zastąpiłem papierem śniadaniowym – baaardzo zacnie).
Sama naklejka jest solidna, gruba, sprawia wrażenie odpornej na zarysowania i zniszczenia – słowem jestem z zakupu zadowolony. Końcowy efekt oko cieszy.
Więcej zdjęć na Picasie.

Grudzień 2nd, 2009 at 14:15
[...] GalaSkin MBP 13″ gru 02 [...]
Marzec 29th, 2010 at 11:14
[...] Opisywałem ostatnio moją przygodę z “ciuszkami” od GelaSkins. Na twitter’ze firma przypomniała mi o swoim konkursie. Stwierdziłem, że dlaczego nie spróbować i nie wysłać swoich zdjęć. [...]