
Salon na dole jest już obklejony reklamami czwórki, w środku… nic jeszcze nie wiedzą.
Jakoś na początku września niech pan spyta

Salon na dole jest już obklejony reklamami czwórki, w środku… nic jeszcze nie wiedzą.
Jakoś na początku września niech pan spyta
Jeżeli ktoś z Was poluje na 1password lub na przykład CleanMyMac (choć nie tylko) warto zastanowić się nad instalacją makowego „kramu z aplikacjami” jakim jest Bodega (darmowa). Do końca sierpnia przy zakupie poprzez Bodegę jednej z promocyjnych aplikacji dostajecie 50% upustu (tak między nami ciut mniej – doliczany jest VAT – tak przynajmniej okazało się gdy chciałem kupić CleanMyMac).
Tak czy owak – warto – ja kupiłem 1password kilka dni temu ze zniżką 20% więc klika złotówek jestem w plecy.
Opisywałem ostatnio moją przygodę z „ciuszkami” od GelaSkins. Na twitter’ze firma przypomniała mi o swoim konkursie. Stwierdziłem, że dlaczego nie spróbować i nie wysłać swoich zdjęć.
Ze skina jestem naprawdę zadowolony, prezentuje się świetnie, widać, że wykonany jest z dobrego i odpornego materiału. Z czystym sumieniem mogę polecić.
W związku z tym jak postanowiłem tak zrobiłem i zdjęcia wysłałem. Nie minęły 2/3 dni i dostałem od nich miłego maila:
Hmmm… jak to napisać. Od Pawła się zaczęło i na Pawle się skończyło. Co?
Zabawa w ozdabianie macbooka. A dokładnie przylepianie i oblepianie w celu upiększenia. Bo takie mam wrażenie – jest ładniej.
Kiedyś – „lata” temu przeczytałem co Paweł popełnił swojemu Air’owi – dobre to i sprawiedliwe było (co więcej – „własne”). Niedawno znów się pan interiowiec przypomniał wklejając poradnik Kuby na temat Galaskinów.
To teraz już ładniej i składniej napiszę.
Był odcinek pierwszy kiedy to zaczynałem moją przygodę z apple – minęło 10 miesięcy i stwierdziłem, że… jestem zboczony. Naprawdę zakochałem się w prostocie i pięknie ichniejszych komputerów, ichniejszego OSu. Każdy (a przynajmniej zdecydowana większość) z użytkowników sprzętu z logiem nadgryzionego jabłka potwierdzi moje słowa bez chwili wahania.
Teraz, po czasie, mogę się przyznać: mocno się bałem czy uda mi się przerzucić z okienek. Udało. Fakt – nie jestem graczem więc problemy z grami omijają mnie (choć Simsy śmigają). Z drugiej strony jestem adeptem sztuk informatycznych i komputer używam ciut bardziej zaawansowanie niż przeciętny Kowalski.
Przez ten czas udało mi się uruchomić na macu wszystko czego potrzebowałem. Największe problemy miałem z obróbką C# – ale powodu tego chyba nie trzeba mocno tłumaczyć.
Jako, że najbardziej gówniana kablówka na świecie, a już z pewnością najsłabsza w Poznaniu, po raz kolejny poinformowała mnie, że nie mam co liczyć na internet od nich, podjąłem desperacką próbę zapewnienia sobie dostępu do świata w inny sposób.
Po szybkim wywiadzie środowiskowym zdecydowałem się na skorzystanie z usług abonamentowego play‘a.
Na stronie podają, że w modemach można przebierać ile wlezie… w sklepie (jeden z głównych punktów w Poznaniu) okazało się, że mogę nabyć tylko z jeden z nich czyli Huawei E156 – w sumie mnie to rybka, szczerze wątpię by w najbliższym czasie więcej niż 3,6 M transferu było możliwe do osiągnięcia.
Z pewnością nie jestem tak urodziwy jak pani na zdjęciu poniżej, ale może choć trochę się uśmiechnę jeżeli będę pracował w przyjemniejszych warunkach.
Bądźmy szczerzy – macbook’i się grzeją. No tak mają. Pomimo miłości mej okrutnej dla nich jestem w pełni świadom tej ich niedoskonałości.
Praca z grzejnikiem na kolanach zimą ma pewne zalety, niemniej jednak znam kilka przyjemniejszych zajęć.
Dlatego też od jakiegoś czasu szukałem czegoś co zmniejszy ten dyskomfort. Wydaje mi się, że trafiłem w 10.
Czytaj dalej »
Internet posiadany obecnie przez piszącego te słowa może człowieka zabić. Może nie sam internet co jego prędkość. Nie będę tu się specjalnie rozpisywał – polecam lekturę wpisu Rafała.
Jednak jest jasne światełko w tunelu i być może już niedługo Tesat przypomni sobie o zagubionej kamienicy na Wildzie i o tym, że nawet tam ludzie chcą się łączyć ze światem.
Próbując osłodzić sobie okres oczekiwania postanowiłem nabyć sobie kolejną zabaweczkę z logo jabłczanym. Tym razem padło na AirPort Express. Małe, zgrabne pudełeczko ma spełniać trzy funkcje: dzielić sygnał internetu (bądź włączać się do już istniejącej sieci), umożliwiać odtwarzanie muzyki bez kabli oraz dzielić dostęp do drukarki USB.
I daje radę – oj bardzo się wczoraj cieszyłem przechadzając się z laptopem słuchając iTunes.
Jednak zacznijmy od początku.
Cena tego ustrojstwa w USA to 99$ netto – przeliczając jak zawsze cudnie iSpot oferuje nam sprzedaż za 388zł. Drogawo. Szczególnie w grudniu. Jak sobie poradzić? Jest miejsce gdzie można takie rzeczy kupić taniej. I choć nabyte urządzenie jest „Refurbished” działa i wygląda całkowicie bez zastrzeżeń.
Czytaj dalej »